piątek, 16 kwietnia 2010

test na delikatność

   Dzisiaj ogarnął mnie szał sprzątania (chwilowy- żeby nie było ;P) Po jakichś 3 miesiącach odgarniania nogą bałaganu i przechodzenia istnego toru przeszkód zebrałam się w sobie aby uporządkować ten mój artystyczny nieład. Znalazłam sobie świetne zajęcie relaksacyjne, a mianowicie "mycie" i wycieranie moich zacnych roślinek. Nigdy nic mnie tak bardzo nie uspokoiło... Dziwny ten efekt uboczny sprzątania, prawda?

 




  
       Widok tych pięknych choć zabiedzonych roślinek przykrytych nieprzyzwoitej grubości warstwą kurzu zadziałał na moje oziębłe serce (no dobra przesadziłam troszkę z tą oziębłością :P). I nie myślcie sobie, że wycieranie każdego listka z osobna drzewka, które ma ich z setkę (takie odniosłam wrażenie) jest takie łatwe. To był istny test na delikatność i wrażliwość. Jestem w sumie zadowolona z mojego wyniku- na 5 roślinek złamałam tylko jeden listek :) 
    Mała rzecz a tak potrafi cieszyć... ;D
    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz