Mam wyrzuty sumienia. Głupio mi, bo po prostu nie wiem jak mam się zachować...
Moja babcia dzisiaj trafiła do szpitala na OIOM, miała wylew, teraz ma bezwładną rękę i tyle tylko wiem. Karetka zabierała ją na moich oczach. Nie chce mi się wierzyć... Ta energiczna i pełna siły kobiecina jest bliska śmierci. Moja nadzieja co do spędzenia świąt wśród mojej stogowskiej rodzinki właśnie prysła. Jeszcze nigdy święta nie zapowiadały się tak fatalnie.
Dlaczego jest mi głupio? Bo po powrocie do mieszkania zabrałam się za gotowanie z Damianem. Piliśmy winko, słuchaliśmy muzyki, zaśmiewaliśmy się jak dzieci. Nie, to nie działanie wina zmusiło mnie do śmiechu. To atmosfera ukoiła moje nerwy i okrutnie rzeczywiste myśli... A potem zadzwoniłam do taty. Słyszałam, że był poddenerwowany. Wiedziałam, że wujek już płakał w szpitalu jak dowiedział się co z mamą... 42letni facet płakał. Jakie to żałosne... żałośnie prawdziwe. Nie wiem co mam robić... Gdzie się schować przed tym światem... Boję się, że on mnie zniszczy, rozszarpie na strzępy. Jestem taka bezbronna....
Ostatnio dużo myślę o życiu i śmierci. Czytam książki z tym związane, oglądam filmy gdzie ludzie umierają masowo... Nie zwróciłam na to uwagi, bo to przecież fantastyka... wszystko zmyślone...
Ale jednak mam wrażenie jakbym zaprosiła śmierć do domu. A teraz trwam w nadziei i niepewności.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz