Patrzę na moją poranną kawę stygnącą w plamach słońca rozlanych na moim parapecie. Widzę jak na moim jeszcze oknie błyszczy się pajęcza nić, jak migoce w ciepłych, jasnych promieniach. Wyciągam nogi aby ogrzać je we wczesnowiosennym słońcu. Czuję lekki podmuch wiatru wkradający się przez otwarte okno. Wyobrażam sobie, że jestem na plaży... I już za chwilę wracam myślą do wiernie czekającej na mnie pracy domowej z języka polskiego. Jakby tak wszystkie tramwaje i autobusy tak wiernie na mnie czekały... ech... Moment zastanowienia. Wylegiwać się dalej na łóżku, zapomnieć o zadanej pracy i oberwać jutro w szkolę ZERO na DZIESIĘĆ czy przerwać sielankę i zmusić się do przeczytania tego głupiego tekstu i odpowiedzenia na równie głupie pytania? Hmm... Jakie życie byłoby łatwe i przyjemne gdyby mieć tylko takie problemy... A więc decyzja podjęta: Dopiję kawę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz