Przed chwilą zadzwonił... wyczekiwany od tak dawna telefon. Numer pod który wysyłałam po kilka wiadomości dziennie.
Teraz zastanawiam się czy może lepiej byłoby gdyby tego nie zrobił. Bolało mnie te przeciągające się milczenie z Jego strony. Nie dawanie żadnego znaku życia. Brak odpowiedzi. Jednak ból po tym co powiedział jest jeszcze większy. Nieznośny... Przeszywający mnie na wskroś. Pewnie sprawi, że długo jeszcze nie będę mogła zasnąć.
Głos po tamtej stronie był jakiś nieswój. Nigdy go nie lubiłam. Działał na mnie jak świeżo pokrojona cebula. Gdy go usłyszałam łzy momentalnie stanęły mi w oczach... Bałam się tego co mi powie. Przeczuwałam coś złego. Chciałam żeby moja intuicja zawiodła...
Mój przyjaciel powiedział, że nie chce mnie widzieć, że nie chce być widziany przeze mnie. Najgorsze jest to, że mówił to całkiem serio, z rezygnacją i przekonaniem, że tak będzie lepiej.
Gdybym mogła cofnąć czas...
Teraz zaczynam żałować wybranej przeze mnie szkoły. Zaczynam zastanawiać się czy dobrze zrobiłam wyjeżdżając do Gdańska. Gdybym została tam, z Nim wszystko potoczyłoby się inaczej. Dalej rozmawialibyśmy o wszystkim i zaśmiewali się do łez jak starzy przyjaciele... Teraz czuję, że On się kończy, wypala. Nie radzi sobie z tą całą sytuacją. Z samotnością. Czuję to każdym kawałkiem skóry, wszystkimi zmysłami....
Nie wiem co zrobię gdy Go zabraknie... Jest dla mnie najważniejszą osobą w życiu. Czy będę miała wystarczająco dużo sił aby normalnie żyć? Co to w ogóle znaczy żyć normalnie??
Proszę, nie zostawiaj mnie... tato...
Proszę, nie zostawiaj mnie... tato...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz