sobota, 27 marca 2010


    Zapomniałam napisać: Moja ulubiona koszula, którą sobie wczoraj pobrudziłam tym parszywym zdradzieckim tuszem nie chce się doprać. A czego się spodziewałam? Nie wiem. Chyba właśnie tego ale liczyłam, że moja nadzieja nie zostanie tak okrutnie zadeptana przez rzeczywistość. :( 
No cóż. Co robić. Koszula razem z winowajcą (tuszem) zamieszkają w śmietniku...

To nie tak...

   Wszystko dzisiaj jest nie tak jak być powinno... Zupełnie na opak. Chciałam spędzić ten dzień z moją przyjaciółką i co??? Nie pojechałam. Dlaczego? Bo podjęłam się czegoś, mimo obietnicy danej mojemu drugiemu aniołowi stróżowi i teraz tego żałuję... Teraz wiem, że muszę temu podołać



     Wbrew sobie stwierdzam, że zaczęłam akceptować związki homoseksualne. Nie mam na to wpływu i cieszę się, że tak się stało. Jeszcze pół roku temu było to dla mnie obrzydliwym wynaturzeniem. A teraz? Moja przyjaźń z moim współlokatorem kwitnie. Słucham opowieści o jego nowym chłopaku i wchłaniam emanującą z niego radość. Przesympatyczna osoba, która wniosła ciepło do tego brzydkiego mieszkania z krzywą podłogą i zbyt cienkimi ścianami.

     Jakie życie jest zaskakujące...

czwartek, 25 marca 2010

jak dzidzia :D

 Taka ze mnie mała dzidzia... Siedzę sobie i bawię się tuszem. Nie takim do rzęs, o nie, tylko takim do rysunku. Upaćkałam sobie ręce, koszulę, telefon i !uuups! kawałek fotela (ale na szczęście nic nie widać) ^^

  Pozdrawiam wszystkich upaćkanych. Niestety muszę Was opuścić i udać się do łazienki aby się umyć. No bo i włosy już upaćkałam na czarno... 

środa, 24 marca 2010

spontaniczność + ja = dobry wybór :)

   No tak. Zawdzięczam jej wszystko co teraz ładnie procentuje i da owoce również w przyszłości. Posiadam GPSa, który mówi mi co mam wybrać. Nie raz już przekonałam się, że moja intuicja jest niezawodna. Przypadki działają na moją korzyść. Jakie to fantastyczne uczucie... Mój anioł stróż odwala kawał dobrej roboty.



                                       Coś wisi w powietrzu... Tak! to WIOSNA! :D aż się tak milutko robi...

piątek, 12 marca 2010

Telefon

   Przed chwilą zadzwonił... wyczekiwany od tak dawna telefon. Numer pod który wysyłałam po kilka wiadomości dziennie. 
   Teraz zastanawiam się czy może lepiej byłoby gdyby tego nie zrobił. Bolało mnie te przeciągające się milczenie z Jego strony. Nie dawanie żadnego znaku życia. Brak odpowiedzi. Jednak ból po tym co powiedział jest jeszcze większy. Nieznośny... Przeszywający mnie na wskroś. Pewnie sprawi, że długo jeszcze nie będę mogła zasnąć.
   Głos po tamtej stronie był jakiś nieswój. Nigdy go nie lubiłam. Działał na mnie jak świeżo pokrojona cebula. Gdy go usłyszałam łzy momentalnie stanęły mi w oczach... Bałam się tego co mi powie. Przeczuwałam coś złego. Chciałam żeby moja intuicja zawiodła...
   Mój przyjaciel powiedział, że nie chce mnie widzieć, że nie chce być widziany przeze mnie. Najgorsze jest to, że mówił to całkiem serio, z rezygnacją i przekonaniem, że tak będzie lepiej.
   
   Gdybym mogła cofnąć czas...
Teraz zaczynam żałować wybranej przeze mnie szkoły. Zaczynam zastanawiać się czy dobrze zrobiłam wyjeżdżając do Gdańska. Gdybym została tam, z Nim wszystko potoczyłoby się inaczej. Dalej rozmawialibyśmy o wszystkim i zaśmiewali się do łez jak starzy przyjaciele... Teraz czuję, że On się kończy, wypala. Nie radzi sobie z tą całą sytuacją. Z samotnością. Czuję to każdym kawałkiem skóry, wszystkimi zmysłami....
Nie wiem co zrobię gdy Go zabraknie... Jest dla mnie najważniejszą osobą w życiu. Czy będę miała wystarczająco dużo sił aby normalnie żyć? Co to w ogóle znaczy żyć normalnie?
    Proszę, nie zostawiaj mnie... tato...

                                                             Moje lekarstwo...

czwartek, 11 marca 2010

Moje natchnienie


   Dzisiejsze buszowanie w sieci zakończyło się bardzo owocnie. Upolowałam 5 fotografii, które napawają mnie jakimś tajemniczym głębokim spokojem. Mają w sobie coś co sprawia, że uśmiecham się i mam ochotę tworzyć...



środa, 10 marca 2010

  To moralność stoi na najkrótszej drodze do szczęścia... Mojego szczęścia...

Co się dzieje...?

    Czuję się jakoś... dziwnie. Chciałabym znaleźć się samotnie w jakiejś ogromnej przestrzeni i zacząć krzyczeć. Nic ważnego, bo naprawdę nic mnie nie dręczy. Bynajmniej nie mam tego jakoś skonkretyzowanego.
Chciałabym żeby była wiosna. żeby słońce rozświetlało błękitne niebo i dodawało nadziei, żebym mogła iść przed siebie nie zastanawiając się dokładnie dokąd...
Ogarnęła mnie jakaś taka melancholia. Błądzę w tej zagmatwanej sieci jaką jest internet i szukam natchnienia do czegokolwiek... Do życia. 
                              Oddychania...
                              Ujrzenia czegoś co jest w polu widzenia...
                              Poznania samej siebie...
                                                              ...Do zrozumienia...
   Potrzebuję odwagi, bo nie mam do tego prawa...


Dlaczego wstawiłam to zdjęcie? bo odzwierciedla moją duszę...
           Czy widać w niej nadzieję?

poniedziałek, 8 marca 2010

A w głowie...

mam pustkę :/ nie mogę wymyślić nic ponad jedną stronę nabazgraną w pośpiechu w napadzie istnej weny twórczej. A tytuł mojej pracy brzmi: znaczenie zapożyczeń w języku polskim. Wszystko miesza mi się ze wzorami chemicznymi oraz nikomu niepotrzebnymi regułkami o masie molowej i reakcjach egzo- i endo- energetycznych. Po co to komu, ja się pytam...?! Na pewno już nie mnie się to przyda...

    A teraz o problemach sercowych. <3<3<3
 Miałam dzisiaj problemy z serduszkiem. Nawet się trochę tym przestraszyłam. Niby tam jakieś tabletki na wzmocnienie organizmu biorę...
Przez jakieś 3 dni było lepiej. Moja pikawa pracowała nienagannie ale za to dzisiaj mam zamiar dać jej naganę. :/ Jakieś 2 tygodnie temu byłam zrobić sobie EKG. Moja pani doktor powiedziała, że w sumie jest dobrze ale jakby się coś działo to mam się z nią skontaktować. A minę miała jakby jej nic w życiu nie wyszło (a kiedy ona takiej nie ma ;P). Za bardzo to mnie ona nie pocieszyła "W SUMIE jest dobrze". Oj kobieto, nie przekonałaś mnie wgapiając się w mój wydruk pracy serca wzrokiem zbitego psa... 



niedziela, 7 marca 2010

Książka...

     W tej chwili, w tym momencie czytam baaardzo nieciekawą książkę... Nie mogę powiedzieć, że jest ona głupia czy bezsensowna. Opisane są w niej rzeczy, które myślę,że będą mnie dotyczyć za jakiś czas (studia). Głównymi bohaterami książki są artyści - malarze i fotografowie, studenci ASP. Jest to bardzo pokręcona opowieść. Na szczęście już ją kończę :] Mój umysł został wzbogacony (a może raczej zaśmiecony?) przez treść nie mającą nic wspólnego z niczym mądrym. A może jednak??? W każdym bądź razie nie chce mi się czytać kolejnych steków bzdur i zawartych w nich wywodów pseudonaukowych. Ta książka nie wniesie nic do mojego życia oprócz poczucia zmarnowanego czasu.
Żegnaj stosie kartek równie i starannie ułożonych w schludną książkę o fioletowej okładce.

List z zaświatów

    Wczoraj znalazłam list tak intensywnie szukany przeze mnie w chwilach beznadziejnie sentymentalnych... List od osoby, która nie ma prawa bytu, a jednak opiera się temu z siłą z jaką skała opiera się rozwścieczonemu oceanowi.
Tak... żyjesz nadal w mojej głowie, pamięci, wspomnieniach jeszcze świeżych dzięki tej kartce nierówno złożonej przez ciebie w chwili tęsknoty, kilkuset nierówno nakreślonych liter na skrawku papieru na jednej z twoich nudnych lekcji oraz kwiatowi, który skrywa się w jednej z wielu nigdy nieprzeczytanych przeze mnie książek stojących na regale... Tak, tyle rzeczy mi po Tobie pozostało. Rzeczy materialnych i wbrew pozorom równie (nie)trwałych jak ludzkie myśli. Nie wiem czy to co o Tobie myślę w tej chwili jest prawdą... Czy taki byłeś, kiedy naprawdę istniałeś?? Kiedy można Cię było dotknąć, usłyszeć, poczuć zapach Twoich perfum, ujrzeć Twój nieodłączny ironiczny uśmiech...? Podobno po śmierci człowiek staje się w oczach bliskich lepszy, staje się symbolem czegoś wielkiego i dobrego, obiektem beznadziejnie rozpaczliwych pytań, które już na zawsze pozostaną bez właściwej odpowiedzi. Myślę, że śmierć jest ratunkiem, ocaleniem nas od czegoś gorszego, czegoś co by nas spotkało w dalszym życiu... Wiem, może to głupie ale tak myślę i wierzę w to. Wolę mieć tę głupią teorię niż krzyczeć w niebo to samo, tak niezmienne od wieków pytanie, z bezsilnej złości zaciskając pięści i powstrzymywać niepohamowane łzy, czuć wszechogarniającą samotność, która jeszcze przed chwilą dla nas nie istniała...
  Byłeś dla mnie kimś ważnym, lecz stałeś się jeszcze ważniejszy odkąd Cibie zabrakło... [*]