sobota, 22 maja 2010

nastawienie

   Moje nastawienie na miesiąc, który będę musiała jakoś wytrzymać jest trochę pozytywniejsze niż wczoraj...
   Wczoraj byłam załamana. Słuchając koncertu w Filharmonii i w drodze powrotnej do nowego mieszkania usilnie próbowałam się nie rozpłakać. Po przekroczeniu progu mojego nowego "domu" coś we mnie pękło. Nie miałam gdzie się schować, nie miałam gdzie usiąść w spokoju, w samotności... a tak tego potrzebowałam...
    Dzisiaj zniknę na kilka dni, zaszyję się w kącie mojego prawdziwego domu. Jadę na wieś. Do taty. Jadę naładować baterie, bo muszę jakoś wytrzymać ten miesiąc... Dziękuję tym, którzy mi pomagają. Nawet słowem. I tym, którzy po prostu są.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz