Nie mam już siły, poddałam się. Pewnie kiedyś będę tego żałować ale nie będę niczego robić na siłę. Może za mało staram się zrozumieć ludzi. Ale nigdy wcześniej nie spotkałam kogoś o równie skomplikowanym charakterze.. Wybaczcie, że nie jestem doskonała.
Ludzi nam znanych można kochać, nienawidzić lub udawać, że nie istnieją, zapominać, że kiedyś tyle dla nas znaczyli. Co jest z tego najgorsze? Myślę, że to udawanie, które potwornie męczy, wżera się w duszę zadając jej rozległe, szarpane rany, które rozrywają człowieka falą nieznośnego bólu, codziennie niszcząc go, sukcesywnie, aż całkowicie zobojętnieje. Ktoś może powiedzieć, że taka właśnie jestem - udawana, że to przecież dla mnie nic nowego.. Ale ten ktoś nie zna mnie tak naprawdę, nie poznał na tyle żeby oceniać w ten sposób. I nie zna innych ludzi.. ani siebie.
Czasem nie można nic zrobić, bo czuje się tę beznadziejność, która zniechęca i obezwładnia... Dlatego tak bardzo potrzebujemy drugiego człowieka - by nas otrzeźwił i choć czasem poprowadził za rękę

Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńNie rozumiem tylko, czego się tak boisz? Zachowujesz się tak, jakby co najmniej sam Don Corleone wysłał po Ciebie swoich ludzi...
OdpowiedzUsuńTyle zawsze mówiłeś o szczerości, wolności.. A ja widzę jakim stałeś się niewolnikiem! Widzę, że nie mówisz tego wszystkiego, co chciałbyś powiedzieć. Naprawdę uważasz, że to wolność?
Nie ma problemu - mogę skasować Twoje wpisy jeśli chcesz.
Chyba nie chcę komplikować Ci życia rozmową. Może najpierw wydostań się z tego swojego 'poplątania myślowego'. A ja poczekam aż, niczym trzyletnie dziecko, nauczysz się składać głoski w jeden wyraz - "cześć".
Ja pierdolę. Widocznie nic nie rozumiesz i sprowadzasz mnie do roli trzyletniego dziecka, bo dopiero wtedy widzisz sens w tym, co mówię bądź nie. Jak sobie chcesz. Nic już nie zamierzam wyjaśniać. W sumie nie ma większej różnicy między udawaniem, że się kogoś nie zna, a udawaniem, że się kogoś zna, prawda?
OdpowiedzUsuńI odnosząc się do twojego spostrzeżenia - tak jestem niewolnikiem. I co - lepiej Ci z tym, że popadłem w hipokryzje i mam gorszą sytuacje? Ciesz się tym, że masz racje, chociaż wydaje mi się, iż "mienie racji" nie zawsze jest tym, czego by się chciało.
No, ale jeśli uważasz, że buduję mur tylko dlatego, że jest poniedziałek, albo tylko dlatego, iż jesteś "udawana" to Ci się nie dziwie - też bym widział we mnie trzyletnie dziecko mając na oczach betonowe klapki.
OdpowiedzUsuńDlaczego uważasz, że się z tego cieszę??? Naprawdę myślisz, że jestem tak podła żeby mieć uciechę z czyjejś krzywdy, nieszczęścia? Myślisz, że mnie to bawi? Że zacieram ręce na każdym potknięciu osoby, która już nie chce mnie znać, osoby do, której - nie ukrywam - mam żal? Myślisz, że codziennie modlę się do Boga i proszę go o zesłanie powodzi, suszy, armagedonu na kogoś kto był mi bliski? Niezależnie w jaki sposób ta bliskość się zakończyła - nie życzę złego nikomu.
OdpowiedzUsuńChciałam tylko powiedzieć, że tak szybko się zmieniłeś, że porzuciłeś to, co [jak mi się wydawało] uważałeś za najważniejsze. Nie mówię tego by Ci to wytknąć czy Cię tym gnębić. Tylko nie spodziewałam się tego, nawet bardzo tego nie chciałam.
Przepraszam za porównanie Cię do trzyletniego dziecka. Miałam jedynie na myśli, że jak to dziecko szybko nauczysz się [na nowo] mówić do mnie. Wydawało mi się, że to niegroźne porównanie. No cóż - myliłam się, wybacz.
Przykro mi, że wszystko odbierasz jako przytyk do Ciebie. Anonimie, nie myśl, że świat jest przeciwko Tobie (jeśli tak nie myślisz - to dobrze). Uwierz mi, o wiele łatwiej i przyjemniej żyje się, mając Świat za przyjaciela.
Źle Cię zrozumiałem, nie powinienem był się unosić. Kiedyś Ci wyjaśnie o co w tym wszystkim chodzi, jeśli będziesz chciała. Przepraszam, poważnie i z całego serca. Nigdy nie chciałem, by akurat tak wyszło. Wielu rzeczy nie chciałem, a jakby przyszły same, jako ironiczne konsekwencje decyzji, które mimo że, podejmowane w dobrej woli to wpakowały mnie w niemałe bagno. Każdego dnia o tym myślę i nie daje mi to spokoju. Ten niepokój, o którym już wcześniej pisałem stał się jakby chlebem powszednim. Gdy się nie śmieje i nie udaje, że wszystko jest w porządku, gdy siedzę sam ze sobą i myślę to wtedy zaczyna mnie to (i nie tylko to, jak mówiłem - to szersza sprawa) dręczyć - każdego dnia.
OdpowiedzUsuńJak chcesz to odezwij się na gadu (12332995) po 20-23 to Ci wyjaśnię w czym rzecz, byś mogła zrozumieć. Wolałbym bym pogadać normalnie, ale to jest raczej awykonalne - i to nie dlatego, że nie potrafię powiedzieć "cześć". Po prostu nie lubię robić scen przy ludziach.
OdpowiedzUsuńA jak nie zechcesz to trudno, a może raczej szkoda. Na tym będziemy musieli zakończyć naszą rozmowę.
No cóz, poczekałem sobie prawie cztery godziny w nadzieji na to, że się z nieczystym sumieniem, acz szczerze wyspowiadam. Pomyślałem, że jednak zasługujesz chociaż na jakieś wyjaśnienia, w zasadzie to na wiele więcej, jednak tylko nakreślenie sytuacji jest w mojej mocy. Liczyłem na to, że może spojrzysz wtedy przez moment moimi oczyma...
OdpowiedzUsuńNie wiem czy uznałaś, że nie warto się odezwać, a może po prostu byłaś zmęczona lub nie masz w zwyczaju specjalnie często zaglądać na swojego bloga. Nie ukrywam, że ta pierwsza opcja wydaje mi się najbardziej realna - możliwe jednak, że znowu coś źle zrozumiałem.
Szkoda, nawet bardzo, ale jak to mówią - "Arrivederci Roma".
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńMartwa Wisła
OdpowiedzUsuńGdzieś na dnie rzeki rwany w gęstym mule
Był człowiek bez pamięci, który nie rozumiał
Nie fizyczne zasady miały być tu ważne
Rzeki nurt wskazywały myśli absurdalne
Ich charakter brudzony, trochę niemoralny
Lecz nie robi różnicy, facet nie był znany
Mówił tym ludziom wiele, splatał słowa w rany
Nie widząc w tym znaczenia łeb swój w wodę wsadził
Więc bez savoir vivreu, bez pardonu także
Poniesiony amokiem ku piotrowej bramie
Wyciągał dłoń w podzięce, może po ratunek
Lecz nikt kto był mu bliski nie zarzucił sznurem
Gdzieś na górze czekały dwie urocze panny
Zamiast liną to winą wnet pomagać chciały
Nie rozumiał dalej, zawieszony w toni
Rzeki chłodnej, spragnionej zamętu wstrętnych kropli
Ich dłonie wyciągnięte chyba chcą ratować
Lecz którą z nich tu chwycić, żeby nie zatonąć
Mówił i pytał milcząc dając srebrne słowa
Nie widząc w tym znaczenia pragnął tylko tonąć
Więc bez savior vivreu, bez pardonu także
Poniesiony ku bramom tak żałośnie stukał
Wyciągnął więc Piotr klucze, otwarł drzwi do raju
Lecz progu nie przekroczył zachłyśnięty bólem
Emocji samobójca dziś nie przejdzie tędy
Tak mu Piotr powiedział gorzko i bez żalu
Utopiec sam nie został zaciskając zęby
Niosący światło radził, by udać się za nim
Poszedł nie chcąc wrócić, widząc to co stracił
Nie miał dokąd, bo późno się otrząsnął za nim
Wybacz, dopiero dzisiaj tu zajrzałam.
OdpowiedzUsuńPiękny wiersz. Nie wiem czemu często mówisz, że Twoje wiersze są kiepskie. Może nawet jeśli tak twierdzą krytycy na forach, znajomi, ktokolwiek, dla mnie one są piękne. Może rozumiem je tylko na swój ograniczony sposób, może nie potrafię zauważyć w nich tego samego sensu, który zawierasz w nich Ty, może nie chcę zauważyć, bo boję się, że źle zrozumiem..
Ale, proszę Cię, bez względu na to czy będziemy chcieli się znać, czy nie, czy będę mogła Ci o tym przypominać, czy nie - nie rezygnuj nigdy z pisania i idź w tym kierunku. Bo nawet splotem szorstkich, brutalnych słów nadajesz barw temu światu. A niema niczego gorszego niż świat bezbarwny
"Jesteś słabością moją, więc dodaj mi sił."
OdpowiedzUsuńDodałaś.
Więc jednak potrafię nie tylko smęcić. Cóż za niespodzianka. ;)