Byłam dzisiaj na ciekawych muzyczno-morświnowych warsztatach :D
Wiem. Brzmi co najmniej głupio..
Moment który wrył mi się w pamięć:
Siedzimy sobie w grupce na trawce w parczku z panem od morświnów. Nagle podbiega mała dziewczynka, łapie za rękę Oskara i siada tuż przy nim (obok siedzę ja). No po prostu sama słodycz... Ale to jeszcze nie wszystko! :)
Zbliża się jej mama i woła córeczkę. Mała wstaje. Widzę, że idzie i trzyma w ręku kwiatka. No to ja zrywam dla niej drugiego żeby miała do bukietu ^^ ... A ona? Widzę uśmiech na jej buzi, podchodzi bliżej, wkłada mi prawie do nosa swojego kwiatka, tuli się do mnie i daje mi buziaka. W szyje! Może chciała w policzek tylko nie dosięgła.. :P Aż mnie zamurowało. Szok. Obce dziecko mnie całuje. Część ludzi patrzy na mnie z dziwnym wyrazem twarzy, ktoś tam się śmieje. jedna Patrycja rozpływa się ze słodyczy a druga pyta: "Ugryzła Cię???" xD
Bk, nie? ;)
Bk, nie? ;)
O. Proszę. Macie tu morświna :)
...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz